Chwalimy Mamy

Wywiad z Karoliną – zaprogramuj swoje życie

14 lipca 2014 • Autor:

Poznajcie Karolinę. Mamę Igi. Kobietę, która lubi robić coś dla innych Kobiet, Mam i dzieci. Ufa swojej intuicji i marzy o różowych, babskich robotach. Uśmiecha się, gdy pracuje.

 
Marta |Chwalmy Mamy:Karolino, zgodziłaś się wziąć udział w projekcie Chwalmy Mamy. Zapytam Cię więc wprost – za co chcesz, by Cię pochwalić?
 
Karolina| Mama Chwalona: Ja, to teraz trzy obszary. Przede wszystkim Iga – moja 20-miesięczna córka. Drugi obszar to Akademia Młodego Hakera http://www.mlodyhaker.pl/ – młodziutka, niedawno założona firma (w Prima Aprilis). Uczymy w Akademii kreatywnie wykorzystywać nowe technologie, wyrażać się przez nie artystycznie i twórczo. Cieszę się, że już teraz, jeszcze przed wakacjami odbywają się pierwsze warsztaty, że zajęcia już ruszyły. Trzeci obszar to projekt „Jestem mamą w Polsce” (www.mamawpolsce.wordpress.com), który realizuję w fundacji Polskie Forum Migracyjne.
 
 
Marta |Chwalmy Mamy: Wróćmy jeszcze do Twojej firmy… jaki minął czas od pomysłu, do realizacji?
Karolina | Mama Chwalona: Pomysł pojawił się mniej wię

cej w listopadzie zeszłego roku. Potem był warsztat z Tobą, w styczniu. A potem już na serio zaczęłam pracować nad Akademią. To był luty, a 1 kwietnia firma została zarejestrowana jako start-up w Akademickich Inkubatorach Przedsiębiorczości.

 
Marta |Chwalmy Mamy: To szybko. W dwa miesiące założyłaś firmę.
Karolina | Mama Chwalona: Tak. To był szalony i trudny dla mnie czas, bo jeszcze wtedy pracowałam na pełen etat. Przygotowaniami do odpalenia Akademii zajmowałam się w nocy. No i jeszcze obok tego była Iga, której chcę poświęcać czas. Dla mnie to był film sensacyjny!
 
Marta: Karolino, to zdradź proszę innym mamom, jak udało ci się to wszystko powiązać??
Karolina: No mamy team w domu. Taki team, jak ten obsługujący bolidy Formuły 1 – tak się czasem czujemy. Jestem w fajnym związku. Mój partner też ma wolny zawód, dużo pracuje z domu, co daje nam możliwość płynnych zmian. No i jest jeszcze fantastyczna niania, która codziennie jest u nas na 4 godziny i zajmuje się Igą. I te cztery godziny to dla mnie czas takiej pracy, prawdziwej pracy.
 
Marta: I jak na tym wychodzisz?
Karolina: Dobrze! Udaje się to powiązać. Ale najgorzej wychodzi na tym nasze mieszkanie. (Śmiech J). Bo jak na nie teraz patrzę, to ciężko

uwierzyć, że mieszka tu małe dziecko. Ale odpuszczam, bo nie mam sił tak fantastycznie sprzątać. Trzeba w końcu coś wybierać!

 
Marta: Czyli „coś” odpuściłaś?
Karolina: Tak. Ja jestem teraz przede wszystkim pochłonięta Akademią. To jest fajny projekt. Ja go noszę w sobie! Wierzę w niego! Dodatkowo moje życie towarzysko kręci się wokół Akademii, ponieważ trenerzy są także moimi znajomymi, przyjaciółmi. A teraz jeszcze życie zawodowe nas łączy. Ostatnio mój chłopak zaproponował „choć wyjedziemy gdzieś na weekend!”. A ja na to „ja nie chcę, ja nie potrzebuję”. Ja czerpię taką przyjemność z tego co robię, że nie potrzebuję odpoczynku.  Praca sprawia mi przyjemność. Jestem po tej stronie mocy, że… odpoczywam cały czas.
 
Marta: Muszę w tym miejscu podzielić się z Tobą pewnym doświadczeniem. Ostatnio podczas warsztatów dla Mam, dodam że sobotnich, a był to piękny dzień,  zadałam Uczestniczkom pytanie: „co jest takim zadaniem, taką pracą, do której się uśmiechasz? Co jest taką pracą, do której wstaniesz rano, w sobotni poranek i bez marudzenia, z ogromną przyjemnością pojedziesz?…”. Muszę zadać Ci to pytanie. Czy Akademia jest tym czymś??
Karolina: Tak! I powiem więcej. Jak startowała Akademia, a ja jeszcze wtedy kończyłam pracę na etat, to zdarzało mi się, że w trakcie tej pracy odpisywałam na maile związane z Akademią.  I moje koleżanki z pokoju potrafiły rozpoznać ,czym się zajmuję w danym momencie – etatową pracą czy Akademią. Bo jak zajmowałam się Akademią, to się uśmiechałam. To fakty. Uśmiech jest na mojej twarzy…
 
Marta: A co go konkretnie powoduje?
Karolina: Na przykład Mamy, które zapisują dzieci na warsztaty. Obserwuję dobre emocje, fajne rodziny. I mam ogromną przyjemność w nurzaniu się w tych emocjach…
 
Marta: Jak odkryłaś ten pomysł – Akademię? Skąd wiedziałaś, że to jest TO?
Karolina: To nie było tak szalone jak się wydaje. W poprzedniej w pracy miałam doświadczenie w organizowaniu warsztatów z programowania. I wiedziałam, że to mnie interesuje i jak to zorganizować. Ale można mieć wiedzę i wcale nie podjąć działania. Można tej wiedzy przyglądać się z boku przez kilka lat. Na zimno. I nic nie robić.
 
Marta:  Dokładnie tak. Muszę więc zapytać, to co uruchomiło emocje i dało bodziec do działania?
Karolina: Szefowie! Moi poprzedni szefowie – ich zachowania i decyzje sprawiły, że poczułam że chcę robić coś dla siebie i przede wszystkim po swojemu. Poczułam, że ja nie mogę być zależna od czyimś decyzji, humorów, polityki, czynników których nie mogę zrozumieć i na które nie mogę wpłynąć. Teraz natomiast jestem zależna właściwie od tego, czy znajdę klientów, czy nie. A w poprzednich firmach, czynników, które regulowały moją pracę było znacznie więcej i były niepojęte. Mam niezgodę na takie rzeczy. To jest czas na zrobienie czegoś od podstaw i samodzielnie.
 
Marta: Jak bycie Mamą wpłynęło na Twoje decyzje zawodowe?
Karolina: Macierzyństwo nauczyło mnie koncentrować się na rzeczach ważnych i najważniejszych, oddzielania tego co mniej ważne i w ogóle nieważne.
 
Marta: A co jest dla Ciebie teraz ważne i najważniejsze?
Karolina: Moja córka Iga! Znajdowanie czasu dla niej, ale też takie bycie „w okolicy”. Kiedy ja wiem, że ona jest obok z Tatą, czy z Nianią, że mogę wyjść z pokoju, w którym pracuję, podejść do niej  przytulić, ucałować. I widzę, że ona się z tym świetnie czuje, że ja się z tym świetnie czuję. Także wszystko to robię po to, by być blisko Igi.
 
Marta: A co było najtrudniejsze w tworzeniu firmy, przy byciu Mamą i jeszcze pracy dla innych na etacie?
Karolina: Czas, a właściwie jego brak. Zmęczenie. Nie da się uniknąć sytuacji, że ja i mój Krzysiek mamy jednocześnie dużo pracy. No i licytujemy się czyje zadania są pilniejsze czy ważniejsze. Kto ile czasu danego dnia już pracował, już zajął się Igą i domem. No ale daliśmy sobie z tym radę. Ale jak! To świetnie obrazuje przykład, jak konsultowaliśmy z graficzką nowo powstającą stronę internetową: akurat był czas kąpieli, Iga siedziała w wannie, a my na dywaniku w łazience rozmawialiśmy z graficzką przez skype’a. To było śmieszne, ale też bardzo przekraczające dla sfery domowej. Było ciężko, ale było warto.
 
Marta: A co jest nagrodą za to zmęczenie, pęd, brak czasu?
Karolina: To że rano budzimy się powoli. Razem spędzamy poranki, jemy wspólnie śniadanie. Dzień się budzi. Choć…
 
Marta: Choć?
Karolina: Choć oczywiście trochę obawiam się o klientów. Już widzę, że firmą trzeba cały czas zarządzać, pilnować. To jest zupełnie inne doświadczenie od pracy na etacie. Ale z drugiej strony wolność rekompensuje ten niepokój. Ja na przykład zawsze zastanawiałam się, dlaczego wówczas  gdy jest najpiękniejsze słońce, ja siedzę za biurkiem, a nie jestem w piaskownicy…
 
Marta: Opowiedz o swoich bliskich – na kogo możesz liczyć?
Karolina: Na siebie, na Krzyśka i na nianię. Niania jest prawdziwym brylantem, przyjaciółką rodziny i przyjaciółką naszej Igi.  Na rodziców oczywiście też mogę liczyć, ale oni niestety nie mieszkają w Warszawie. Zdecydowaliśmy więc, że konieczne jest znalezienie niani, zaufanej osoby, która będzie dla nas wsparciem. Moja przyjaciółka mawia często,  że „aby wychować dziecko potrzebna jest cała wieś”, ja w to bardzo wierzę i też wyznaję taką zasadę. A skoro nie mieszkamy na takiej tradycyjnej wsi, musieliśmy sobie stworzyć system wsparcia, by móc aktywnie zawodowo funkcjonować.
 
Marta: Co Twoja praca daje Tobie? I co daje innym? Pytam, bo to jest jedna z podstaw satysfakcji zawodowej wgRicharda Bollesa, znanego karieroznawcy.
Karolina: To ja w tym miejscu opowiem o mojej trzeciej pracy – w fundacji. Właśnie w tym miejscu najwięcej daję innym. Zajmuję się tam projektem „Jestem Mamą w Polsce”. W ramach tego projektu wspieramy mamy-cudzoziemki, które mieszkają w Warszawie. Organizuję dla nich szkoły rodzenia i grupy wsparcia dla mam zaraz po porodzie. Prowadzimy też szkolenia dla położnych i lekarzy z zakresu współpracy z pacjentkami pochodzącymi z innych kultur. Nasze beneficjentki, panie imigrantki często muszą borykać się z wieloma problemami, o których my nawet nie myślimy – z barierą kulturową, z barierą językową, z barierą religijną.  Dla mnie ta praca zaspokaja potrzebę „dawania innym”, „pozostawiania jakiejś wartości”. Nie wyobrażam sobie pracy bez tych elementów, nie  spełniającej tych potrzeb Akceptacja, wsparcie, troska będzie czymś bezcennym dla uczestniczek projektu, ale i też dla mnie. Poza tym poprzez ten projekt  wypełniamy ważną lukę w działaniach wspierających imigrantów mieszkających w Polsce, bo podobnych projektów po prostu nie ma.
 
Marta: A co dajesz innym w Akademii Młodego Hakera?
Karolina: A jeżeli chodzi o Akademię, to myślę że ta działalność daje szansę tworzenia alternatywy dla edukacji szkolnej, takiej jaką mamy. Postawiłam na ciekawych ludzi, którzy mają dobry kontakt z dziećmi. Chcę by nasze zajęcia odczyniały złe doświadczenia szkolne, uczyły fajnych umiejętności. Ale też chcę budować pewność siebie u dzieci. Dosyć często przychodzą do mnie dzieci, które nie chodzą na basen, szermierkę, lekkoatletykę, a trochę „chowają” się za komputerem. Akademia daje im szansę rozwinięcia umiejętności komputerowych, w których są bardzo sprawne i wyrażenia przez niej swojej fantazji, kreatywności, pomysłowości. Nie jestem psychologiem, może nie potrafię tego zmierzyć. Ale widzę, że tym dzieciom „rosną skrzydła”, gdy okazuje się że potrafią coś bardzo wartościowego na tych komputerach zrobić , napisać własny program, stworzyć muzykę.
 
Marta: Jak Ciebie słucham, to przypomina mi się teoria inteligencji Gardnera, która zakłada, że jest osiem rodzajów inteligencji. Np. matematyczno – logiczna, ale też muzyczna, przyrodnicza, przestrzenna, czy intepersonalna.  Mam poczucie, że Twoja Akademia docenia różne talenty. 
Karolina: Tak. Ale marzy mi się coś jeszcze. Chcę w programowanie wnieść pierwiastek kobiecy. Chcę utworzyć grupę tylko dla dziewczyn. I uczyć programowania, ale w świecie kobiecym. Zrobić coś różowego, babskiego, a nie „użytecznego męskiego robota”, który jest powszechnie kojarzony z tą dziedziną.
 
Marta: I ostatnie pytanie, może dość osobiste. W związku z dniem Mamy który był relatywnie niedawno przetoczyła się przez Polskę dość emocjonująca dyskusja o tym, ze Mamy żyją pod ogromną presją społeczną. Presją, która nakazuje, żyć, pracować, ale przede wszystkim wychowywać dzieci, prowadzić dom w określony sposób. Nakazuje być „Idealną Mamą”. Ta presja powoduje u Mam ogromne poczucie frustracji, niezadowolenia, wręcz złość, którą to przerzucają na dzieci. Co o tym myślisz? Zgadzasz się z tak postawionymi wnioskami? Jak to było u Ciebie?
Karolina: Ja dość szybko zaczęłam olewać tę presję, presję „idealnej Mamy”. Ja raczej na początku i jeszcze w ciąży mocno zastanawiałam się, jak pogodzić bycie Mamą z pracą, z karierą zawodową, która powinno być w jakiś sposób realizowana, kontynuowana. I kiedy Iga się już urodziła, zawierzyłam intuicji. Wiedziałam, że Iga jest najważniejsza i trzeba pod nią to wszystko poustawiać. Przyglądam się jej, szukam tego, co daje jej szczęście. Ale też patrzę na to, co daje mi szczęście. Inne sugestie, mody odrzucam. Słucham swojej intuicji jako Mamy.
 
Marta: Doceniam to co mówisz. Mam poczucie, że Kobiety, Mamy gdzieś tę intuicję tracą. Tracą instynkt, umiejętności odczuwania i wnioskowania na tej podstawie. Mając tysiące książek, wzorców, porad w internecie. Mamy gotowe rozwiązania, nakazy, przykazy z których bezwarunkowo  i bezrefleksyjnie korzystamy. Nie widząc, że „to” do nas nie pasuje i dopiero po czasie orientując się, że te mody nam szkodzą. Jak teraz rozmawiamy przypominam sobie sugestię położnej z szkoły rodzenia: „Let your monkey do it” czyli „pozwól swojej małpie zrobić to”. Tym hasłem chciała nam młodym mamom uświadomić, że nie da się dziecka pojąć rozumem. Poród, opieka nad noworodkiem, wychowanie dziecka powinno opierać się na intuicji, instynkcie, emocjach, doświadczaniu, uważności. „Rozum przeszkadza przy dzieciach”.
Karolina: Tak, powiem Ci jak było u mnie. Ja wróciłam do pracy na zlecenie, gdy Iga miała kilka miesięcy. Nie miałam czasu na czytanie poradników, forów. Bardziej przyglądałam się jej i zastanawiałam się, czego ona chce, czego potrzebuje. Ale też czułam, że sama chcę mieć swoje życie. Wczuwałam się w swoje potrzeby. Iga jest najważniejsza, ale nie wszystkie reflektory powinny być zawsze na nią zwrócone.
 
Marta: A co byś chciała powiedzieć innym Mamom?
Karolina: Że są wielkie!!
 
Marta: Ja dodam, że duchem a nie ciałem J
Karolina:  A ja dodam, że uwielbiam patrzeć jak Mamy kochają swoje dzieci.
 
Marta: Dziękuję za rozmowę.
 
i jeszcze na zakończenie kilka zdjęć Karoliny 🙂
 
 
 
 

Komentarz