Chwalimy Tatów

Tata pełną gębą :-) … Czyli chwalimy pierwszego Tatę!!

6 listopada 2014 • Autor:

„Michał to tata pełną gębą. Z dziećmi bawi się tak, jakby jeszcze sam nim był. Rolę taty  łączy z innymi: męża, syna, chemika i ogrodnika… Mąż z niego idealny, a co najważniejsze, jest moim najlepszym przyjacielem, bo potrafimy rozmawiać ze sobą o wszystkim…” Poznajcie Michała Kubeckiego – Tatę pełną gębą – pierwszego Tatę zgłoszonego do chwalenia.  Zgłosiła go żona, Ania, która też niedługo zostanie pochwalona…

Masza I Mama chwali Tatę: Na wstępie powiedz coś o sobie. Kim jesteś?
Michał I Tata chwalony: Jestem głową rodziny Mam żonę, dwójkę dzieci i sharana, czyli wielkie rodzinne auto. To ostatnie jest ważne bo dzięki niemu nie martwię się (jak połowa rodzin w okresie wakacji) czy przed wyjazdem zabierzemy się ze wszystkimi „gratami”. Co więcej mogę też do niego zapakować cały swój sprzęt do aranżacji wody w ogrodzie. To właśnie moja pasja i druga praca. Na zlecenie klientów robię strumyki, oczka, stawy kąpielowe i fontanny w ogrodach. Moją pierwsza pracą jest praca w laboratorium chemicznym. Jako chemik analityk prowadzę badania, następnie analizuję wyniki i zapisuję w swojej pracy doktorskiej, co dla mnie „człowieka czynu” nie jest łatwe. 


Masza I Mama chwali Tatę: Macie z żoną Anią dwójkę dzieci – 4 letnią Marysię i 2-letniego Piotrka. W jaki sposób dzielicie z żoną obowiązki związane z domem, rodziną, pracą?
Michał I Tata chwalony:Właściwie nie wiem, czy można tu mówić o dzieleniu obowiązków. Posiadanie dzieci nie wprowadziło w nasze życie rewolucji. Na początku oczywiście przybyło trochę zadań związanych z opieką nad Marysią, ale wszystko przychodziło bardzo naturalnie. Dla mnie było wiadome, że jeśli mamy córkę, to oboje się nią opiekujemy. Każde z nas chciało uczestniczyć we wszystkim, co było związane z Marysią. Nie traktujemy opieki nad dziećmi jako obowiązku. Nigdy z Anią nie usiedliśmy i nie dokonaliśmy podziału zadań. Każde z nas naturalnie wybrało sobie te czynności, które lubi robić. Pogodziliśmy nasze aktywności we wszystkich trzech kategoriach: zarówno w kwestii czasu spędzanego z dziećmi, pracy zawodowej, jak i przyjemności dla siebie.
 
Masza: Co jest dla Ciebie najważniejsze w codziennym zajmowaniu się domem, dziećmi? Jak znajdujecie czas na dodatkowe aktywności – poza domem i rodziną?
Michał: Wydaje mi się, że ważne jest to, iż potrafimy się z Anią zastąpić we wszystkich czynnościach. Może z wyjątkiem gotowania, za które się nie biorę 😉 Jeśli miałbym mówić o podziale obowiązków, to Ania nam gotuje, a ja sprzątam kuchnię po gotowaniu. To jest jedyny ustalony podział zadań. Cała reszta wykonywana jest zamiennie. Jeśli potrzebujemy wyjść, spędzić czas poza domem, to informujemy się o tym i organizujemy sobie czas w taki sposób, aby móc zastąpić się tego dnia.
 
Masza: W jaki sposób dzielicie się z Anią opieką nad dziećmi?
Michał: Przy każdym dziecku właściwie było inaczej. Teraz zaczął się taki wiek dzieci, kiedy chodzimy z nimi na dodatkowe zajęcia i tutaj głównie staramy się dzielić nasz grafik. Kiedyś udzielałem się bardziej w tej kwestii, a teraz zdecydowanie Ania przejęła aktywność zarówno w poszukiwaniu zajęć, jak i uczestniczenia w nich z dziećmi. Ale jest tak, że gdy Ania chodzi z Piotrkiem na muzykę , to ja mam z Marysią 1,5 godziny tylko we dwoje np. na jazdę na hulajnodze. Pozostałymi zadaniami (np. kąpielą) zajmujemy się zamiennie.
 
Masza: Czyli raczej łączycie, niż dzielicie wasze zadania domowe?
Michał: Tak, raczej łączymy. Fajnie jest być na wszystko przygotowanym. Nie chciałbym znaleźć się w sytuacji, w której muszę zrobić coś, co do tej pory robiła tylko Ania, a ja nie wiem jako to zrobić.
 
Masza: Do projektu Mama chwali Tatę, zgłosiła Cię żona, chwaląc Cię jako Tatę, męża, partnera, przyjaciela…. Cieszysz się z tej nominacji?
Michał: Tak cieszę się. Ponieważ pozwala mi to bardziej dosadnie zauważyć te wszystkie rzeczy, które robię. Zawsze wydawało mi się, że wszystko co robię na co dzień jest czymś normalnym. Łączenie czasu, który mam dla dzieci, dla Ani, na pracę, na moje hobby, dla moich rodziców i wiązanie tych wszystkich ról jest normalne. Natomiast przez to, że Ania mi o tym mówi, chce, żebym sam o tym opowiadał i chwali mnie za to, podnosi moją samoocenę, która nie zawsze jest dosyć wysoka. Jest to bardzo miłe i cieszę się z tego zgłoszenia.
 
Masza: Powiedz za co chcesz być pochwalony?
Michał: Spodziewałem się tego pytania 😉 Chyba właśnie za to, że lubię ogarniać życie z moją rodziną. Za to, że znajduję fajne sposoby podejścia do dzieciaków. Najprościej jest powiedzieć ”Nie, bo nie i nie dyskutuj”. U nas tego nigdy nie było. Rozmawiamy z dziećmi i tłumaczymy im. Ostatnio zapytałem Marysię „Za co lubisz tatę”. Odpowiedziała, że za nasze umowy.
 
Masza: Na czym one polegają?
Michał: Na tym, że kiedy np. Marysia chce oglądać bajkę, a jest coś do zrobienia, albo nie jest to czas na oglądanie bajki, to umawiamy się, że najpierw coś wspólnie zrobimy, a potem będzie bajka. Wtedy przybijamy piątkę i zawieramy umowę. Umowa jest niezniszczalna, nie można się z niej wycofać 😉 Cieszę się, że Marysia mi zwróciła na to uwagę, bo przyszło to naturalnie, a okazuje się skutecznym sposobem działania. Chciałbym być pochwalony za te wszystkie sposoby, które wymyślamy razem z Anią, bo trudno powiedzieć, żebym wymyślał je sam. Nie chciałbym tylko sobie przypisywać tej zasługi. Tworzymy je wspólnie.
 
Masza: Macie jeszcze jakieś zwyczaje, zasady?
Michał: Naszym fajnym rytuałem, który funkcjonuje odkąd Marysia była chodząca, jest coś, co nazywamy „przewalaniem”. Polega ono na tym, że gdy przychodziliśmy z Anią z pracy, to wszyscy razem lądowaliśmy na naszym wspólnym łóżku i po prostu było „przewalanie” 😉 My na dzieciakach, one na nas… Trwało to czasami 10 minut, czasami pół godziny. To był nasz czas wspólny. Na rozmowy, turlanie, skakanie, przewalanie, śmianie się. Wszystkim się to bardzo podobało. I do dzisiaj to działa. Gdy wracam do domu, Piotrek już czeka w drzwiach na sygnał 😉
 
Masza: A na czym polega „baradadana”?
Michał: A to nasza odmiana „na barana”. Żeby nie mówić „chodź na barana”, wyszedł nam zlepek słów „na baradadana”.
 
Masza: Za co jeszcze chcesz być pochwalony?
Michał: Nigdy za bardzo siebie nie chwaliłem…
 
Masza: Masz teraz okazję 😉
Michał: Nie jestem pewien, czy można być za to pochwalonym, ale wiem, że nie wszyscy mężczyźni podejmują się tego wyzwania… Chodzi o przewijanie gigantycznych kup 😉 To była moja największa obawa – jak poradzę sobie z przewijaniem Marysi, kremowaniem itp. A okazało się, że przyszło to bardzo naturalnie. I właściwie robiłem to od pierwszych dni powrotu Ani ze szpitala po urodzeniu Marysi. Mogę też być pochwalony za to, że znalazłem sposób i wyczułem moment, aby nauczyć Marysię jeździć na hulajnodze. Nie chciała na początku. To nie był ten moment. Wyszukałem najlepszą hulajnogę, był cały ceremoniał wręczenia i prób uczenia się. A Marysia rzuciła w kąt i powiedziała, że nie chce. Odpuściłem i wróciliśmy do tematu dwa tygodnie temu. Wziąłem ze sobą również swoją hulajnogę. To był ten czas – Marysia bardzo szybko załapała o co chodzi. Potem był czas na triki. Każde z nas wymyślało swoje. Marysia również. I właściwie w ciągu jednego wieczora zaczęła śmigać. Wpadłem też na pomysł, żeby zamiast po raz kolejny oglądać bajkę poszukać w internecie filmików, jak inne dzieci jeżdżą. Marysi bardzo się to spodobało i mogliśmy też podpatrzeć kolejne triki do uczenia się.
 
Masza: Skąd bierzesz pomysły na podejście do dzieci?
Michał: Właściwie to nie wiem. Ania mnie wczoraj o to zapytała i nie potrafiłem odpowiedzieć. Powstają pod wpływem chwili, sytuacji… Czasami sytuacje powodują, że na bieżąco wymyślamy różne sposoby. Może to być też wpływ mojego wychowania i sposobów mojej mamy 😉 Czasami ciekawe pomysły można również znaleźć w książkach czy artykułach. Ale nie wszystkie propozycje i metody da się zaadoptować w każdej rodzinie. Ostatnio w książce od Ani przeczytałem jedną ciekawą radę na temat tego, jak rozmawiać z dziećmi. Testowałem na Marysi (wówczas prawie czteroletniej) i wyszło super. Polega to na metodzie malowania czy zapisywania fajnych rzeczy, które się zdarzały w ciągu dnia. Pytam Marysi pod koniec dnia co najbardziej jej się podobało, ona mi o tym opowiada a ja zapisuje. To uczy ją patrzenia na dzień pod kątem dobrych rzeczy. To też na pewno jest lepsze pytanie od „Jak było w przedszkolu?”, na które jest tylko jedna krótka odpowiedz – „dobrze”.
 
Masza: Czyli podsumowując – trochę z dzieciństwa, trochę z książek, trochę z głowy 😉
Michał: Tak.
 
Masza: Wspominałeś podczas naszej rozmowy o kilku rolach, które pełnisz: roli męża, partnera, Taty, syna, ogrodnika – hobbysty, pracownika… Jak łączysz te wszystkie role? Jak znajdujesz na to czas?
Michał: Mam osobistego doradcę, który wspiera mnie w organizowaniu czasu – moją żonę 😉 Bez Ani nie dałbym rady tego wszystkiego pogodzić. Tym bardziej, że obowiązki  narastają na przestrzeni lat. Kiedyś były tylko studia i moja woda w ogrodach ;-). Potem doszło narzeczeństwo i częste wizyty u Ani w Krakowie, więc musiałem zacząć się inaczej organizować. Potem praca, małżeństwo, dziecko… Wtedy chciałem zrezygnować z zakładania ogrodów, ale  żona mi nie pozwoliła. Byłem przekonany, że kiedy pojawi się drugie dziecko, to już na pewno tworzenie wody w ogrodach nie będzie  możliwe. Ale przegadaliśmy to z Anią i postanowiliśmy spróbować i udało się. Do dziś sprawnie łączę pasję z obowiązkami Taty. Ogromną zasługą Ani jest to, że mocno mnie mobilizuje do wielu rzeczy, jak chociażby doktorat…, w którym małymi kroczkami posuwam się do przodu. Pomaga mi ułożyć kalendarz, co jest bardzo pomocne zwłaszcza wtedy, gdy wezmę na siebie zbyt dużo dodatkowych zadań. Znajduję na nie czas, bo pomaga mi w tym Ania. Dzięki niej , nauczyłem się planować, wyznaczać terminy i nie robić wszystkiego od raz „na tu i teraz”. Takie planowanie z kilkutygodniowym wyprzedzeniem daje możliwość znalezienia czasu na różne zadania i role.
 
 
Masza: Twoja żona nazwała cię w zgłoszeniu „Tatą pełną gębą”. Co dla Ciebie znaczy bycie „Tatą pełną gębą”?
Michał: Nie chciałbym czegoś przegapić. Widzę, że czas, który daję dzieciom, zwraca się -ze zdwojoną siłą to mało powiedziane. Ta eksplozja uczuć, miłości, które dzieci dają jest niesamowita. Półtorej godziny z Marysią na hulajnodze postawiło mnie w pierwszej linii miłości 😉 Piotrek z kolei czuje respekt i słucha, gdy o coś go proszę. Nie zawsze mama czy niania mają u niego taki posłuch 😉 Ostatnio np. niania powiedziała, że Piotrek nie da sobie założyć kaloszy. Więc co zrobiłem? Wbiłem się w kalosze Ani – jakoś dałem radę, choć Ania nosi rozmiar 39 – Piotrek założył swoje i chodziliśmy w tych kaloszach po mieszkaniu przez pół godziny. I Piotrek się przekonał 😉 I to jest niesamowite, że bycie „Tatą pełną gębą” oznacza rozumienie zachowania dzieciaków. Pozwala nie stać z boku. My jesteśmy 4-osobową rodziną i kręcimy się na tej samej płaszczyźnie. Dzieciaki niesamowicie wyczuwają pewne sprawy. Jeśli poświęca im się czas, to łatwiej się z nimi rozmawia, łatwiej się tłumaczy, bardziej nas słuchają. To ważne, aby było porozumienie między dziećmi a rodzicami. Aby nie mówić „nie” dla samego „nie” i tylko zabraniać, lecz wyjaśniać, tłumaczyć, być obok dziecka – ciągle i systematycznie. Czas spędzony z dzieckiem procentuje. Bycie „Tatą pełną gębą”, to bycie tatą cały czas. Nawet w nocy, gdy Maryśka się tarabani do nas do łóżka lub chce siku, a Piotrek zgubił smoczka…Nie ma wolnego 😉
 
Michał: Na zakończenie mam jeszcze jedno pytanie….
Michał: Jakim Tatą jestem?
 
Masza: Świetnie, że zaczynasz sam sobie zadawać pytania. To jakim jesteś Tatą?
Michał: Chyba fajnym. Tak by powiedziała Marysia. Są momenty, gdy zastanawiamy się czy nas sąsiedzi słyszą, jak czasem krzyczymy na dzieciaki, bo nie da się zawsze zachować spokoju 😉 Nie mogę powiedzieć, że jestem super tatą, bo to za proste i zbyt często używane słowo. Ale jestem fajnym tatą.
 
Masza: To teraz moje ostatnie pytanie 😉 Co byś chciał powiedzieć innym Tatom, dla których ta rola nie kojarzy się tak pozytywnie jak dla ciebie? Dla których rola Taty, partnera, aktywnego członka rodziny kojarzy się z ograniczeniami, np. pracy zawodowej, czasu na zainteresowania?
Michał: Nie chciałbym nikogo uszczęśliwiać na siłę. Powiedziałbym, aby robili to, co chcą robić, ale z pełną świadomością, że mają rodzinę i dzieci. Nie zamierzam namawiać do rzucania pracy, bo to byłoby niewłaściwe. Powiedziałbym aby reagowali na swoją potrzebę spędzania czasu z dzieckiem, gdy ona się pojawia. Aby przyglądali się swoim wyborom, czy czas z dzieckiem nie będzie bardziej cenny, niż dodatkowe godziny w pracy. A jeśli nie czują tej potrzeby, to żeby zaeksperymentowali i spróbowali dać dziecku trochę siebie. Żeby zobaczyli jak dziecko reaguje na to, co chcemy mu zaproponować. Dzieci to bardzo inteligentne istoty 😉 i pokażą lub powiedzą nam, co sądzą na nasz temat 😉
 
Masza: Dziękuję Ci bardzo za rozmowę. Masz ochotę coś dodać?
Michał: Bardzo się cieszę, że mogliśmy porozmawiać, bo to też mi otwiera oczy na pewne rzeczy.

Komentarz