Chwalimy Tatów

Bo tatą się po prostu jest…

6 kwietnia 2015 • Autor:

Poznajcie Artura – tatę, męża, blogera – autora bloga www.dwapluscztery.pl, informatyka, majsterkowicza, biegacza… – mężczyznę o wielu pasjach, szukającego kompromisów, dla którego największa pochwała to ta, że po prostu jest

Mama chwali Tatę I Masza Sadowska-Kawka: Jesteś Tatą czwórki dzieci i mężem Karoliny. Powiedz o sobie coś jeszcze.
Tata chwalony I Artur Kaliś: Jestem informatykiem, majsterkowiczem, biegaczem. Uwielbiam dobre książki, również te dla dzieci. Uwielbiam ludzi, szczególnie tych miłych, dobrych i sympatycznych. Moje niektóre zainteresowania to elektronika, szkicowanie, rysunek, fotografia, kuchnia, survival, biegi długodystansowe, poezja oraz wiele, wiele innych. Nie sposób wymienić moich wszystkich pasji, bo jestem zbyt ciekawy świata, żeby pozostać przy jednym hobby. Kocham naukę i rozwój. A największą przyjemność sprawia mi robienie prezentów najbliższym.

 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Macie z żoną Karoliną czwórkę dzieci. Dla większości polskiego społeczeństwa to dużo…
Tata chwalony I Artur: Tak, niektórzy nazywają to patologią… 🙂
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Do czego byś porównał ten moment życia, w którym jesteście?
Tata chwalony I Artur: Dla mnie? To jest raj. Złapałem się ostatnio na tym, że nie potrafię funkcjonować w niczym innym. To jest taki moment, o którym marzy się, aby trwał cały czas. Porównałbym go do momentu złapania oddechu świeżego powietrza. Czuję się, jakbym non stop łapał ten świeży powiew. Często, będąc z dala od rodziny orientuję się,  jak strasznie tęsknię za dzieciakami, za Karoliną. Wówczas wystarczy, że zobaczę dziecko podobne do Marcelka czy do Krysi – to bardzo potęguje moją tęsknotę. I kiedy znów przebywam z nimi, to jestem najszczęśliwszy.
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Raj… to ciekawe porównanie. Jak Wam, jako rodzinie, jest w tym raju?
Tata chwalony I Artur: Jesteśmy jak nierozłączne elementy układanki. Nasz sześcioosobowy skład nie potrafi funkcjonować oddzielnie. Złapaliśmy się kiedyś na tym z Karoliną, gdy wysłaliśmy najstarszego syna na wakacje z babcią. Już po trzech dniach po nich jechaliśmy. Bo w domu było pusto i smutno. Nasze dzieci razem tworzą więź. I niesamowite jest to, jak hałas, który powinien męczyć, dla nas jest pozytywny i jak bardzo nas energetyzuje.
 
Mama chwali Tatę I Masza: W domu robi się dziwnie, gdy kogoś brakuje?
Tata chwalony I Artur: Tak. Jest za cicho… dzieci mają swoje zabawy, zwyczaje, swoje rytuały… I jeżeli kogoś do tego rytuału brakuje, to już nie jest to samo. Dzieciaki bardzo za sobą tęsknią. Na przykład Krysia potrafi się rozpłakać, ponieważ chce do Maćka, który akurat nocuje u babci. To dowód na to, jak bardzo dzieciaki są z sobą zżyte. A my z nimi. Nie potrafimy z Karoliną funkcjonować w układzie innym, niż dwa plus cztery :-). Pomimo, że chcielibyśmy czasem wyjść na kawę albo do pubu. Ale przede wszystkim chcemy, aby było tak jak teraz. Aby było właśnie dwa plus cztery.
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Co jest dla was najważniejsze?
Tata chwalony I Artur: Zdrowie. To jest element, który determinuje wszystko. Mocno się ostatnio o tym przekonaliśmy. Nie pieniądze, nie szczęście, które jest tak różnie rozumiane. Mieliśmy niedawno przykład ze szpitalem. Kiedy któreś z dzieci jest chore, schodzi z nas energia. Dzieciaki to przechwytują i w tym momencie zaczyna się robić kiepsko. Bardzo przeżyliśmy ostatnią sytuację. Zostałem w domu bez Karoli i bez Marcela – z trójką dzieci. Karola z kolei była sama z Marcelem w szpitalu. Ten moment, gdy czeka się na wyniki badań z nadzieją, że będą lepsze, niż ostatnio… To, co przeżywa rodzic w sytuacji choroby dziecka, gdy pojawia się konieczność pozostawienia go w szpitalu, to naprawdę bardzo trudna sytuacja. Wówczas pojawiają się bardzo silne emocje – przede wszystkim lęk. Dzieci to widzą, czują, przejmują. A my powinniśmy być ostoją dla dzieciaków, nawet w takich sytuacjach.
 
 
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: To rzeczywiście bardzo trudne sytuacje, dla nas – rodziców, ale też dla dzieci. Życzę, aby nigdy więcej was nie spotkały.
Tata chwalony I Artur: Dziękuję.
 
 
Mama chwali tatę I Masza: Jaką macie metodę na łączenie obowiązków domowych z zawodowymi? Jak godzicie pracę zawodową z opieką nad czwórką dzieci?
Tata chwalony I Artur: Pracujemy oboje i znaleźliśmy na to rozwiązanie: moja żona rozwija teraz swoją karierę, ponieważ uważam, że z jej umiejętnościami jest w stanie osiągnąć bardzo dużo, a ja nie chcę jej tego blokować. Natomiast ja, jakiś czas temu zauważyłem w sobie przemianę. Wcześniej nie byłem domatorem, ale w pewnym momencie zaczęło ciągnąć mnie do domu. I postanowiłem zmienić tryb pracy. Trochę to trwało, ale przekonałem szefów, aby zamienić 8 godzin na 24. Przy dzieciach jest to bardzo wygodne. Natomiast obowiązki domowe mamy podzielone zgodnie z naszymi umiejętnościami i zamiłowaniami. Ja uwielbiam odkurzać, nie lubię zmywać. Karola lubi pranie, ale nie lubi odkurzania. Wybieramy to, co jest dla nas dobre i idziemy na kompromis.
 
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Czyli jak w dobrze zarządzanej organizacji – każdy zajmuje się tym, co wynika z jego preferencji i predyspozycji.
Tata chwalony I Artur: Tak. Powiedziałbym, że to jak McDonalds 😉 Wszystko na swoim miejscu. Wszystko podłączone i odłączone we właściwym czasie. Czasami, gdy się coś obsunie jest nawet śmiesznie… Ale na ogół większość czynności ma swoją kolejność. Dzieci bardzo nam pomagają. Najstarszy syn (9 lat) bardzo często z własnej inicjatywy oferuje pomoc np. w karmieniu najmłodszej córki, która ma pół roku. I niesamowite jest to, że on czasami sam mówi: Tato, poczekam. Idź zrobić Marcelowi i Krysi… Zachowuje się jak profesjonalista 😉 Dla mnie to jest mega odciążenie. Ale też przede wszystkim oboje z Karolą wiemy, że możemy zawsze na siebie liczyć. Wspieramy się.
 
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Macie czwórkę dzieci, psa, gekona i bloga… Jak znajdujesz na to wszystko czas?
Tata chwalony I Artur: Odniosę się znowu do porównania z korporacją… wszystko musi być poukładane. Codziennie rano wyjście z psem. Gekon nie jest zajmujący. Wystarczy, że raz na jakiś czas wyczyści się terrarium. Ja jeszcze dodatkowo znajduję czas na bieganie – maratony, półmaratony. Bieganie jest dla mnie ważne, robię to dla odprężenia. Po całym emocjonującym dniu, godzina biegania bardzo dobrze mi robi. Jest dla mnie czasem na poukładanie sobie pewnych spraw, jest oczyszczająca. Zdarza się, iż podczas biegania wpadam na fajne pomysły, które potem opowiadam Karoli.
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: To powiedz teraz za co ty, jako Tata i jako Mąż chcesz być pochwalony?
Tata chwalony I Artur: Nigdy o tym nie myślałem, żeby być chwalonym… Dla mnie najlepszą pochwałą jest uśmiech maluchów, gdy wracam do domu. Gdy biegną do mnie, rzucają się, powalają mnie na podłogę w trójkę, a mała Hania w oddali podskakuje na foteliku jak koziołek. W takich chwilach nie potrzebuję nic więcej. Czuję, że są szczęśliwi. I żadne słowo pochwały nie jest mi potrzebne. Taki moment rekompensuje mi wszystko – złość, zmęczenie, złe samopoczucie. Oczywiście czasem dzieciaki mówią, że jestem fajnym tatą. A Karola mówi, że jestem fajnym mężem 😉 To są miłe pochwały. Ale najważniejsza jest ta niewypowiedziana, związana z odczuwanymi emocjami – gdy Karola siedzi i pije kawę, a dzieciaki leżą na mnie i się cieszą… I nic więcej się nie liczy… Gdybym miał powiedzieć za co chciałbym być pochwalony, to bym powiedział, że za to, że jestem. Po prostu. Żeby dzieciaki wiedziały, ze przy mnie mogą się czuć i czują się bezpiecznie. To tyle…
uniwersalne-2B-12-
 
Mama chwali Tatę I Masza: Spróbuj jeszcze się pochwalić…
Tata chwalony I Artur: Może tym, że czasami mam porąbane pomysły … 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Na przykład?
Tata chwalony I Artur: Na przykład tata wychodzi na spacer z dzieckiem i dziecko nie musi pedałować, ponieważ rower unosi się razem z nim w górze półtorej metra nad ziemią – niesiony przez tatę 😉 Albo czasami uczę dzieci malować… nie koniecznie pędzlami, nie koniecznie kredkami i nie koniecznie na kartkach 😉 Nie wiem za co jeszcze można pochwalić mnie, jako tatę. Bo tatą się po prostu jest. Nie dla pochwały. Tylko dlatego, żeby czuć się dobrze. Mnie to napędza. Trudno jest mi powiedzieć, co dzieci mogłyby powiedzieć, żeby mnie ucieszyło, bo ja jestem szczęśliwy. I nie wyobrażam sobie czy coś jeszcze mógłbym dodać do swojego życia, żeby być bardziej szczęśliwym, niż jestem.
 
Mama chwali Tatę I Masza: Skąd czerpiesz to największe szczęście? Gdy myślisz „szczęście”, to co masz przed oczami?
Tata chwalony: Artur: Dom, rodzina, dzieci – to jest mój cały świat. Zamknięty. Kiedyś miałem trochę inne proporcje, ale teraz praca i pieniądze nie są najważniejsze i nie dają mi szczęścia. Teraz są dopełnieniem tego, co ja mam tutaj – przy sobie, w sercu. Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej.
 
Mama chwali Tatę I Masza: Za co najczęściej chwali cię żona?
Tata chwalony I Artur: Że jest szczęśliwa, że czuje się bezpiecznie… nawet czasami chwali mnie za pranie 😉 Bo wie, że tego nie lubię robić. Mimo to, że nie zawsze robię tak, jak powinno być zrobione – np. na ogół za dużo różnych kolorów ląduje w pralce 😉 Ale żeby mnie nie zrazić, Karolina mnie chwali nawet za takie pranie 😉
 
 
Mama chwali Tatę I Masza: Za co jeszcze?
Tata chwalony I Artur: Czasem Karola chwali mnie za to, że uda mi się czwórkę dzieci uśpić jednocześnie – w trzech różnych pomieszczeniach. To wyczyn!! Uwierz mi.
 
 
 

 

Mama chwali Tatę I Masza: Wierzę. Mojej dwójki na ogół nie udaje się uśpić jednocześnie.
Tata chwalony I Artur: A ja potrafię czwórkę na raz i to ze śpiewaniem kołysanek z pamięci 😉

Mama chwali Tatę I Masza: Tak, wiem z bloga, że śpiewasz…:-)
Tata chwalony I Artur: Ostatnio trochę mniej, bo zdarza się, że dzieciaki nie mają drzemki w ciągu dnia i wieczorem zasypiają tak szybko, że nie zdążę im zaśpiewać. Pójdę, położę, przytulę, wracam po chwili i okazuje się, że już poodpadały… Wiesz, ja czuję, że nawet jeśli moja żona o czymś mi nie powie, to i tak docenia to, co robię. Karola potrafi mnie pochwalić nawet uśmiechem.

 

Mama chwali Tatę I Masza: A za coś jeszcze chwali cię słowami?
Tata chwalony I Artur: Tak. Jest jeszcze jedna rzecz, za którą mnie chwali. I to chyba tylko dlatego, że ja to bardzo lubię J Lubię się babrać w różnych rzeczach, typu zegarki, elektronika, samochody. Nie jestem mechanikiem, ani elektronikiem z wykształcenia. Ale uwielbiam naprawiać. Ściągam sobie wtedy plan czy schemat z internetu. Przygotowuję się, tworzę plan działania, a potem zaczynam… Gdzieś mamy nawet zdjęcia z naprawy pada do konsoli PS3. Nie jest to łatwa rzecz, bo gdy się go rozkręca, to wszystko ze środka wyskakuje w różnych kierunkach. Wiem, bo rozkręciłem… A potem szukałem schematu i zauważyłem na forach, że sporo ludzi ma taki problem 🙂

 

Mama chwali Tatę I Masza: Złożyłeś?
Tata chwalony I Artur: Tak. W półtorej godziny. A Karola uwieczniła to na zdjęciach. Wie, że ja lubię taką pracę majsterkowicza i wie, że jak coś rozkręcę, to na pewno skręcę. A ja wiem, ze Karola mnie zawsze wtedy pochwali i że mogę jej zaimponować 😉

 

Mama chwali Tatę I Masza: A za co ty chciałbyś pochwalić swoją żonę?
Tata chwalony I Artur: Przede wszystkim za organizację. Karola jest damską wersją Ronalda McDonalda. Jest mistrzem organizacji i logistyki. Nie wiem jak ona to robi. Mamy np. taki podział zadań, że rano Karola szykuje ubrania dla dzieci. Mnie nie pozwala, bo źle dobieram – co jest prawdą 🙂 Ja zajmuję się wówczas zadaniami kulinarnymi. Gdy po 15 minutach wychodzę z kuchni dzieciaki są ubrane i przygotowane. Próbowałem pobić ten rekord – ubrać wszystkich w 15 minut, ale nie dałem rady. Dla mnie to jest coś kosmicznego, jak Karola potrafi się spiąć, gdy jesteśmy gdzieś lekko spóźnieni. Wtedy to, co z reguły zajmuje nam godzinę, w takich sytuacjach trwa 20 minut. Karola jest naprawdę niesamowitym organizatorem. Ma też niesamowity dar zjednywania sobie ludzi. Rzeczy, którym się poświęca, robi od A do Z. Mnie się czasem zdarza urwać w połowie alfabetu. Karoli nie. Karola dokańcza to, co zaczęła. Ja wiem, że zapewniam jej bezpieczeństwo i ciepło, a Karola nie pozwoli nam zginąć organizacyjnie.

 

Mama chwali Tatę I Masza: Za co chcesz pochwalić swoją żonę, jako Mamę
Tata chwalony I Artur: Za opiekuńczość – ale nie można tego mylić z nadopiekuńczością. Karola obdarza dzieci zdrową opieką. Może przy Maćku – naszym najstarszym synu, było trochę nadopiekuńczości, ale teraz – przy czwórce jest taka najzwyklejsza, najzdrowsza opiekuńczość. Zrozumiałem to pewnego dnia, gdy byliśmy nad jeziorem. Padał deszcz, a dzieciaki miały ogromną potrzebę się wyhasać. Moja żona powiedziała wówczas: Ok. Idźcie sobie nad brzeg jeziora i bawcie się.  Dzieciaki przeszczęśliwe, hasały w samych pieluchach i w błocie po kolana… Wiedziałem wtedy, że Karolina pokonuje w tym momencie taką swoją granicę opieki. Że zaczyna być zdrowo 🙂

Mama chwali Tatę I Masza: Co chciałbyś powiedzieć innym tatom, zwłaszcza tym którzy uważają, że dzieci i rodzina są ograniczeniem – w realizowaniu siebie, swojego rozwoju zawodowego, swoich zainteresowań.
Tata chwalony I Artur: Przede wszystkim jedno – że praca nie jest najważniejsza w życiu człowieka, a te chwile, gdy dzieci są małe, stają się większe, starsze – te chwile są ulotne i one już nigdy nie wracają. I aby pomyśleli o tym, że siadając jako 60-cio czy 70-cio latek w fotelu bujanym niejeden z nich będzie żałował, że nie był w tym momencie przy dzieciach, że nie spędzał z nimi aktywnie czasu i nie poświęcał im go więcej, niż mógł, bo praca, bo pieniądze, bo wyścig szczurów… To jest mój przekaz – żeby czas, który można spędzić z rodziną, z dziećmi, nie spędzać w biurze z klimatyzacją, tylko na powietrzu z piłką, lalką albo wózkiem dla lalek.

Mama chwali Tatę I Masza: Jaka jest twoja recepta na łączenie obowiązków rodzica, partnera, pracownika? Ty łączysz je bardzo sprawnie.
Tata chwalony I Artur: Kompromis. Można porozmawiać z szefem, pójść na kompromis z partnerem, podzielić zadania. Szukać rozwiązania.

Mama chwali Tatę I Masza: Dziękuję ci bardzo za rozmowę.
Tata chwalony I Artur: Ja również.

 

Komentarz