Zapiski Mam

Mój wielki powrót vol.2

22 sierpnia 2015 • Autor:

I część publikacja 7 luty

Oto kolejne perypetie młodej Matki Polki, część pierwszą zmieściłam 7 lutego, możecie przeczytać  o moich przemyśleniach tutaj. Teraz zapraszam na relacje z kolejnych miesięcy.

Kwiecień – 7 miesięcy po powrocie

Kolejne dwa miesiące za mną, w których to już pracuje w normalnych godzinach, czyli 7-15 przez całe 5 dni w tygodniu.  Zaległy urlop ma to do siebie, że bardzo szybko się kończy – za szybko… więc do końca roku, muszę racjonalnie zarządzić swoimi dniami wolnymi. A jak stanowi prawo Murphy’ego wraz z końcem zaległego urlopu, nastąpił wzmożony okres chorobowy dziecka w żłobku… Jak ten okres przetrwaliśmy, tak naprawdę tylko dzięki własnemu biznesowi mojego małżonka, bo to on w większości zostawał z młodą. Ja też często miałam home office…  a jak wygląda praca z domu z chorym dzieckiem… długo, za długo…

W takie dni – pracuję dwa razy dłużej niż w pracy przy biurku, ponieważ cały czas mam wyrzuty sumienia, że za mało zrobiłam, bo w między czasie przecież:

  • Ugotowałam obiad – chociaż w pracy też mam przerwę obiadową
  • Napiłam się kawy – chociaż w pracy też robię przerwę na kawę
  • Wstawiłam pranie – chociaż w pacy spotykam kogoś na korytarzy i plotkujemy przez chwilę, co czasami zajmuje więcej czasu niż wstawienie prania 😉

I tym sposobem zamiast zamknąć komputer koło 16.00 zamykam o 20.00, bo mam wrażenie, że cały czas za mało zrobiłam. Echh… te wyrzuty sumienia

Plusem jest możliwość zrobienia pysznej świeżo mielonej kawy z mleczkiem

kawa

 

Czerwiec – 9 miesięcy po powrocie

Czas notorycznego chorowania i chodzenia do lekarza dwa razy w tygodniu już minął. Bo przecież najpierw trzeba sprawdzić czy nic jej nie jest (to raczej zrozumiałe), później trzeba wziąć sławny papierek dla Pani pielęgniarki w żłobku, bo bez tego dziecko nie może wrócić. Kiedyś zapytaliśmy się po co to, Pani nam powiedziała, że rodzice oszukują lekarzy  – co? – nie wierzę, że któryś rodzić idzie do lekarza po to by zataić chorobę dziecka, poza tym za bardzo nie da się zataić gluta po pas, gorączki i charczenia w klatce piersiowej. Każdy rodzić wie w jakim stanie może dziecko iść do żłobka i nie sądzę że ktoś wyślę dziecko z 40 stopniową gorączką. Jednak Panie w żłobku czasami przesadzają, bo każdy lekarz powie, że pierwszy rok w skupisku z innymi dziećmi jest najgorszy i notoryczny glut jest normą (po co od razu milion papierków od lekarzy…), a kaszel po chorobie może się utrzymywać nawet do 6 tygodni. Niestety umiłowanie do papierków jest u nas ciągle żywe, papierek jest dobry na wszystko…
Teraz czekamy na jesień i koleją falę glutową i papierkową 🙂

 

Sierpień – 11 miesięcy po powrocie

To już prawie rok, jak wróciłam do pracy, czas leci nieubłaganie…
Dziecko zdrowe, ja zakupiłam rower i jeżdżę nim do pracy – chociaż wiąże to się z tym, że muszę wstawać o 5:30, pomimo to czuję się lepiej, organizm bardziej dotleniony, endorfiny się uwalniają, chroniczny stres  związany z tym:

  • Ojej za mało pracowałam
  • Ojej za mało bawiłam się z młodą
  • Ojej za mało sprzątałam
  • Ojej była niemiła dla męża

Ulotnił się i do domu wracam bardziej zrelaksowana i dotleniona. Tak więc pamiętajcie rower jest lekiem na całe zło 🙂 Miałam plan jeździć jeszcze z Młodą wieczorami, ale to tylko potęguję mój stres. Nie czuję się pewnie, chociaż ona zabezpieczona z każdej strony jak zawodnik rugby.

No i sierpień jest dla miesiącem wakacji w żłobku. Na czas pracy domowej wybieram się do miejsca coworkingu rodzicielskiego pod super nazwą Jak w Ulu, bo jak mówiła Basia w wywiadzie tutaj, z większymi dziećmi praca w domu jest trudniejsza. Oczywiście jak zamieszczałyśmy ten wpis w styczniu to pomyślałam, co ona gada za głupoty przecież im starsze to więcej się sobą zajmuje… a jednak się myliłam …. 🙂 Dziecko w Ulu ma zapewnioną super opiekę, a ja w spokoju mogę popracować z widokiem na ogród. Swoją drogą to takie moje ciche marzenie stworzyć taki coworking rodzicielski, a więcej wrażeń z Ula pojawi się wkrótce.

DSC_7886

Podsumowane

Z jednej strony jestem w stanie zrozumieć przedsiębiorcę, który nie chce zatrudniać młodych matek, bo bierze zwolnienie z pracy na chorobę dziecka, preferuje elastyczne godziny pracy, zaprząta sobie głowę dziecinnymi sprawami.

Ale jak tylko ten pracodawca zgodzi się na kilka udogodnień dla młodych rodziców, bo nie tylko mamy biorą udział w opiece nad dzieckiem, zyska:

  • Bardzo zaangażowanego i lojalnego pracownika – docenia to co robi dla nich pracodawca i odwdzięcza się tym samym
  • Sumiennie wykonującego swoje zadania
  • Terminowego – bo dziecko trzeba odebrać ze żłobka, przedszkola
  • Rzetelnego – robota musi być dobrze zrobiona, bo nie ma czasu żeby siedzieć nad tym wieczorami czy w nocy

Tak więc drodzy pracodawcy zatrudniajcie młodych rodziców, a Mamy w szczególności 

To by było na tyle, części dalszej raczej nie będzie. Ale ja zawszę jestem wierna jednemu powiedzonku „nigdy nie mów nigdy”, no może dwóm, ale to drugie jest mniej cenzuralne, bo to o bacie i kręceniu – może Wam już przyszło do głowy co to jest 😉

p.s. aaa napiszcie w komentarzach jak u Was przebiegał okres adaptacji po powrocie do pracy 🙂

p.s.1 celowo w tym wpisie pominęłam jak to wszystko godzę z fotografią i blogiem o tym będzie później…

p.s.2 obrazek wyróżniający pochodzi z tej strony. 

 

Dorota DDF (Matka Polki)

Komentarz