Chwalimy Mamy

Tanecznym krokiem… przybywa kolejna mama

8 września 2015 • Autor:

Wierzę, że siedzimy na skrzynce pełnej skarbów w zależności od tego kiedy ją otworzymy i co tam dostrzeżemy to tak będzie, chciejmy tylko dostrzec te pozytywne rzeczy – mówi Ela, instruktorka sportu i Zumby, nauczyciel języków obcych, podwójna w-ce mistrzyni Europy w koreańskiej sztuce walki Tang Soo Do 2013 roku. Zobacz skąd bierze siłę do pracy i jak to robi, że zawsze jej się chce.

Ania |Chwalmy Mamy: Powiedz Elu czym się zajmujesz?
Ela |Chwalona Mama: Od stycznia tego roku mam firmę Centrum Promocji Zdrowia i Fitnessu (www.cpzif.pl – w trakcie tworzenia) zajmuję się promocją zdrowego stylu życia, propagowaniem naturalnych metod oczyszczania i wzmacniania organizmu z wykorzystaniem bezpiecznych, ekologicznych preparatów, pochodzących z upraw bez użycia środków chemicznych. Prowadzę też zajęcia Zumby dla każdego – również dla seniorów oraz tematyczne warsztaty i szkolenia dotyczące zdrowia i biznesu. Z wykształcenia jestem lingwistą i nauczycielem języków, angielskiego i niemieckiego. No, ale przede wszystkim jestem mamą. Mam dwóch synów, już nastolatków. Młodszy ma 12 lat a drugi jest o trzy lata starszy.

DSC_4955

Ania |Chwalmy Mamy: Jak wyglądał Twój powrót do pracy po urodzeniu dzieci?
Ela |Chwalona Mama: Po urodzeniu dzieci byłam z nimi w domu przez 5 lat. Po pierwsze dlatego, że starszy z synów miał bardzo silną alergię i atopowe zapalenie skóry, a po drugie dlatego, że przez pewien czas wydawało mi się, że to ja najlepiej się nimi opiekuję. Następnie stopniowo podejmowałam pracę w edukacji, dostosowaną do dzieci. Jakiś czas później wyjechaliśmy wszyscy czworo do Wielkiej Brytanii, gdzie mąż dostał kontrakt, rozwijał się i zdobywał coraz większe doświadczenie. Dzieci chodziły do szkoły a ja nadal byłam tą osobą, która była dla nich, kiedy tego potrzebowali.

Ania |Chwalmy Mamy: A Twoja praca? Czy musiałaś zaczynać wszystko od początku?
Ela |Chwalona Mama: Tak J. Będąc w Anglii poczułam, że czegoś mi brakuje, zdałam sobie sprawę, że mogę, potrafię i chcę coś robić. Pierwsze dwa lata byłam w domu i uczyłam się sama angielskiego. Zdałam egzaminy i postarałam się o pozwolenie na pracę jako nauczyciel. Dostałam pierwszą pracę w szkolnictwie. Później pojawiało się coraz więcej możliwości, robiłam różne rzeczy, uczyłam niemieckiego Anglików, obcokrajowców angielskiego oraz pomagałam w nauce polskim i niemieckim dzieciom, które rozpoczynały szkołę w Anglii. Tam też po raz pierwszy spotkałam się z Zumbą. Ale o tym później. Jak już się „rozkręciłam”, mąż namówił mnie do powrotu do Polski. Po powrocie do kraju szukałam pracy jako nauczyciel, niestety praca w brytyjskim systemie edukacji trochę mnie zmieniła i moje podejście do nauczania języków. W brytyjskich szkołach uczenie języków polega w głównej mierze na konwersacji – co w polskim szkolnictwie jest dopiero powoli wdrażane. Stąd zrezygnowałam z bycia lektorem i nie podpisałam żadnej umowy o pracę, które mi proponowano.

Ania |Chwalmy Mamy: A jak nie lektorat to co? Czy to wtedy był ten przełomowy moment, kiedy zdecydowałaś zająć się czymś innym?
Ela |Chwalona Mama: Tak, to był początek, za namową mojego męża, który powiedział mi tak: zrób coś w końcu dla siebie. Wtedy założyłam swoją firmę i obiecałam sobie, że zrobię wszystko, co w mojej mocy żeby ją rozwijać. No i tak się zaczęło. Wyszłam do ludzi, przełamałam własne słabości, byłam na kilku szkoleniach i podjęłam współpracę z amerykańską firmą jako profesjonalny partner biznesowy. Jestem przekonana do produktów tej firmy, bo dzięki nim wyciągnęliśmy syna z alergii i problemów skórnych, więc łatwiej jest mi mówić o czymś, do czego jestem w 100% przekonana. Następnie połączyłam to z nauczaniem Zumby. Wiedziałam, że na rynku puławskim mało dzieje się wokół Zumby. Nie było na przykład Zumby Gold dla seniorów i osób niepełnosprawnych. Wtedy postanowiłam sobie, że ja ten rynek ruszę, co wcale nie było łatwe.

DSC_6292

Ania |Chwalmy Mamy: Od lektoratu po branżę wellness i Zumbę to duża zmiana?
Ela |Chwalona Mama: Tak, to prawda, ale zmiana zaszła przede wszystkim we mnie. Zdałam sobie sprawę, że jak chcę coś zrobić i być w tym dobra to muszę zmienić podejście. Wtedy czytałam mnóstwo książek i podglądałam innych bardziej doświadczonych kolegów. Mam szczęście współpracować z najlepszymi osobami w Polsce i czołówką światową w tej branży, więc uczyłam się od mistrzów. To oczywiście nie trwało 5 minut, musiałam się wiele nauczyć i pracować nad sobą. Na szczęście jestem uparta i czasami jak ktoś rzuca mi kłody pod nogi, to jeszcze bardziej tego chcę. Poza tym nie zrezygnowałam do końca z bycia nauczycielem – uczę teraz biznesu i zdrowego stylu życia a znajomość języka angielskiego i niemieckiego wykorzystuję do zagranicznych kontaktów. Przy okazji różnych konferencji, imprez, na które jestem zapraszana i biorę czynny udział, podchodzi do mnie wiele pań, które po prostu potrzebują pogadać, usłyszeć jakieś motywujące je słowa. Ja też kiedyś byłam w takiej sytuacji, więc je rozumiem i staram się motywować do działania

Ania |Chwalmy Mamy: Ile czasu trwał ten proces zmiany w Tobie, czy potrafisz to określić?
Ela |Chwalona Mama: Początek, to pierwsze zrobienie czegoś pod swoim kątem, to było dokładnie pięć lat temu. Pierwsze szkolenie pt. „Doskonalenie kompetencji interpersonalnych”. Wtedy też usłyszałam „Dziewczyno, wykorzystaj swoje możliwości. Bądź liderem, pracuj dla siebie. Załóż szkołę językową albo wymyśl inny biznes, ale pracuj dla siebie, powinnaś być na scenie, Ty – lider”. Te słowa dały mi dużo do myślenia. Osiąganie postawionego celu trwa. To jest konsekwentna, świadoma praca, która nie trwa tydzień tylko czasami lata, ale warto. Ja już teraz myślę o tym, gdzie będę i co będzie za 5, 10 lat. Jak będzie wyglądało moje i nasze życie i co ja mogę zrobić, żeby było tak jak bym chciała.

Ania |Chwalmy Mamy: Jak godzisz obowiązki w domu i rozwój własnej działalności?
Ela |Chwalona Mama: Mój upór zdecydowanie mi w tym pomaga. Z jednej strony jestem typową „kurą domową” i uwielbiam piec i gotować, z drugiej strony czegoś mi brakowało. Muszę coś robić, bo nie potrafię stać w miejscu. Na początku trzeba było trochę przestawić dotychczasowe życie do góry nogami. Zaczęłam coraz więcej rzeczy robić dla siebie, pomimo tego, że do tej pory byłam dla naszych synów praktycznie cały czas. Oni zrozumieli nową sytuację i byli już na tyle duzi, że zaczęli sobie radzić trochę sami, przejęli część obowiązków domowych i równocześnie wiedzieli, że jak będą mnie potrzebować będę dla nich, bo są dla mnie najważniejsi. Nadal poświęcam im czas po południu, a czasami zdarza się że zarywam noc, żeby potem np. odpowiedzieć na e-mail’e, albo coś przygotować. Robimy też razem różne rzeczy np. jeździmy na rowerach, gramy w karty, śpiewamy na Sing Star, a w tym roku wybieramy się na wakacje pod namiotem gdzie obiecałam im, że wyłączam komórkę. Rodzina jest najważniejsza, ale pracować też trzeba. Moi rodzice też nam pomagają, co jest na wagę złota, bo nie ma lepszej „instytucji” jak ukochana babcia z dziadziem. Poza tym jest facebook, dzięki któremu pracuję z domu, nawiązuję nowe kontakty biznesowe i mam łączność ze światem, dlatego nawet mamy z malutkimi dziećmi, będące w domu, mają szansę na rozwój i pracę. Trzeba tylko to zrozumieć i po prostu odpowiednio poukładać życie rodzinne. Ja też chętnie pomogę, jeśli ktoś tej pomocy potrzebuje.

Ania |Chwalmy Mamy: Powiedziałaś, że dzieci były starsze i mogłaś zająć się sobą, to kiedy jest ten wiek, że dzieci można z czystym sumieniem zostawić na chwilę i ten czas zagospodarować dla siebie?
Ela |Chwalona Mama: Jestem trochę nadgorliwą mamą i uważam, że wszystko zrobię najlepiej. Młodszy syn, Michał, miał skończony rok i 2 miesiące, kiedy postanowiłam wyjść do ludzi, wrócić do pracy. Walczyłam wtedy sama ze sobą, bo jak słyszałam płacz pod drzwiami, to z bólem serca szłam do samochodu, żeby jechać do pracy. Oczywiście niania zapewniała mnie, że wszystko jest dobrze ale ja często zastanawiałam się, czy dobrze robię, skoro praktycznie tylko zarabiam na nianię. Wtedy to był dla mnie jakiś problem, teraz uważam, że bardzo dobrze zrobiłam, mimo, że oddawałam to, co zarobiłam. Trzeba sobie w głowie wszystko ułożyć, umieć prosić o pomoc i obdarzyć zaufaniem drugą, „obcą” osobę, co nie jest proste. Teraz już wiem, że musimy wyrwać czas dla siebie, ten złoty czas. Inaczej same zapędzamy się w taki kozi róg.

Ania |Chwalmy Mamy: No właśnie powiedziałaś musimy, tylko jak to zrobić?
Ela |Chwalona Mama: Ja zawsze miałam jakieś „ale”, kiedy chciałam coś zrobić dla siebie, bo myślałam najpierw o dzieciach, mężu, a o sobie na samym końcu. Pamiętam jak 2 lata temu pierwszy raz pojechałam do Hiszpanii w grupie anglojęzycznych osób pracować przez tydzień z Hiszpanami – nauka angielskiego. Chłopcy cieszyli się, że zostają z tatą a ja panikowałam, no bo jak sobie poradzą? Kiedy odbierali mnie stęsknieni z lotniska moje pierwsze słowa były „A co wy już innych ubrań nie macie???”, ale też w końcu zrozumiałam, że oni mogą sami już decydować o wielu rzeczach i ja nie powinnam im aż tak matkować.

DSC_6245

Ania |Chwalmy Mamy: Co Twoja rodzina ma z tego, że Ty pracujesz i rozwijasz się?
Ela |Chwalona Mama: Przede wszystkim jestem zadowolona – jestem zajęta, ale sprawia mi to radość i oni to widzą. Uwielbiam moją pracę, to moja pasja! Michał kiedyś powiedział, że jakbym pracowała w szkole to chodziłabym pewnie cały czas zła, nie byłabym taka uśmiechnięta. To też jest dla nich przykład, że kobieta nie jest tylko do pieluch, prania i gotowania. Uczę ich tego, że w domu wszyscy mamy obowiązki. Oczywiście praca wiąże się też z poziomem finansowym. Jest więcej pieniędzy, czyli całej naszej czwórce żyje się lepiej. Dodatkowo jestem zadowolona z tego jak wyglądam. Kiedyś ważyłam 15 kilogramów więcej. Było mi ciężko się ruszyć, wyjść z domu, miałam problemy z ciśnieniem, cerą, nie mówiąc już o kręgosłupie. Teraz dbam o zdrowy tryb życia mojej rodziny i doradzam innym jak się odżywiać, poprawić wygląd włosów, jak uzyskać ładną sylwetkę albo jak wrócić do sylwetki np. sprzed ciąży, ale to przede wszystkim te osoby muszą chcieć.

Ania |Chwalmy Mamy: Obiecałaś, że wrócisz do tematu Zumby, powiedz nam coś więcej?
Ela |Chwalona Mama: Z Zumbą to był trochę przypadek. To było 5 lat temu, byliśmy jeszcze w Wielkiej Brytanii, trochę się zaniedbaliśmy, przestaliśmy uprawiać sport i w momencie, kiedy zaczęłam mieć problemy z kręgosłupem, bardzo poważne, zmobilizowałam siebie i całą rodzinę do jakiejś aktywności fizycznej. Kiedyś przy okazji imprezy polonijnej, mój starszy syn zachęcił mnie, żebym poszła zobaczyć, bo na drugiej sali tańczą coś fajnego. Okazało się, że były to pokazowe zajęcia Zumby prowadzone przez moją koleżankę. Na początku pomyślałam sobie, że to nie dla mnie i nie na moje siły. Koleżanka poleciła mi Zumbę z seniorami. No tak pomyślałam, ja, ledwo po 30 –tce mam iść na Zumbę z seniorami! Ale to był strzał w 10-tkę, choć było mi potwornie głupio – ja 30+ a oni nawet 80+ i to bardziej sprawni niż ja. Jednak nie odpuściłam. Muzyka spowodowała, że nogi same chciały się ruszać. Po około 4 miesiącach mogłam się normalnie poruszać. Mój zesztywniały kręgosłup się rozruszał a ja zakochałam się w Zumbie i też zapragnęłam zostać instruktorem. Któregoś dnia zdecydowałam, że jadę na kurs, zostawiłam dzieci z mężem i pojechałam, dosłownie było to z dnia na dzień . Jak wróciłam do domu, przeszczęśliwa, że jestem instruktorem, cała rodzina czekała na mnie. Skakali z radości już przed domem, a jak weszłam czekała na mnie kolacja i pięknie wysprzątany dom.

Ania |Chwalmy Mamy: Powiedziałaś że zachęciłaś całą rodzinę do sportu, czyżby oni też tańczyli Zumbę?
Ela |Chwalona Mama: Nie, nie J to było tak. Mąż też chciał coś robić, a ponieważ więcej czasu wtedy spędzał w domu to chciał to wykorzystać. To znaczy czas spędzony z chłopcami i sport, żeby mieli dzięki temu wspólny język, a nie tylko mama. Namówiłam męża, żeby wybrał coś, co było by odpowiednie dla całej trójki. Wybrali zajęcia z Tang Soo Do, koreańska sztuka walki. Ja ich zawoziłam i później odbierałam po swojej Zumbie. Później zauważyłam, że chodzą tam całe rodziny. Mój mąż złapał bakcyla i szybko miał ambitny plan, chciał zdawać egzaminy i ciągnął za sobą chłopców. Oni nie zawsze byli chętni i chcieli zrezygnować z zajęć, więc żeby ich zachęcić przed jednym z egzaminów obiecałam, że jak go zdadzą, to ja do nich dołączę. No i stało się. Dołączyłam do nich. Zmieniła się też relacja, bo tym razem chłopcy mnie czegoś uczyli, a nie ja ich. Na początku nie cierpiałam tego, bo to jest zupełnie co innego niż Zumba. Poza tym musiałam zrezygnować z kilku godzin Zumby na rzecz Tang Soo Do i w sumie na Zumbę chodziłam tylko raz w tygodniu. Polubiłam Tang Soo Do i postawiliśmy sobie wspólny cel, że pojedziemy na mistrzostwa Wielkiej Brytanii. Pomimo mojej niespodziewanej choroby przywieźliśmy razem 9 medali. Pojawił się kolejny cel – Mistrzostwa Europy, z których było 7 medali. Ten okres był w naszym życiu bardzo ważny, bo robiliśmy coś razem i nawzajem się mobilizowaliśmy. Udowodniłam też sobie, że mam więcej siły niż mi się wydawało, że nie ma rzeczy niemożliwych i jeśli chcę coś w życiu osiągnąć to własnym uporem i pracą mogę tego dokonać.

Nasza czwórka

Ania |Chwalmy Mamy: Na koniec powiedz co chciałabyś przekazać innym mamom? myśl? inspirację?

Ela |Chwalona Mama: Wiesz, powiem tak: Jak chcesz coś zrobić, zmienić, to zrób to. Nie tak jak wszyscy idź w prawo tylko zdobądź się na odwagę i pójdź w przeciwną stronę. Ja to zrobiłam. Wiele osób wtedy mi odradzało, a ja mówiłam, że chcę sobie rozwinąć swoją firmę, bo miałam taki plan i w tym kierunku szłam. Postarałam się o dotację, co wcale nie było łatwe, ale dałam radę J. Wiadomo, że są też porażki, ale należy wyciągnąć z nich wnioski i robić swoje. Znaleźć w sobie siłę i móc z kimś porozmawiać, kto nas zmotywuje, spowoduje, że dostrzeżemy światełko w tunelu. Każdy ma takie same możliwości i tyle samo czasu, trzeba tylko niekiedy trochę przeorganizować sobie życie, uwierzyć w siebie i chcieć. Ta siła jest w nas. Jak powiedziała kiedyś mama pani Agnieszki Perepeczko, którą miałam okazję poznać osobiście: „Kobiety mają wielką siłę, wytrzymałość i potencjał, mogą fantastycznie zorganizować swoje życie, ale nie wiedzą o tym, nie są świadome, że mogą wszystko zmienić”.

Bardzo mi również pomaga stawianie sobie celu na dany rok. Najczęściej od moich urodzin planuję , że w tym roku zrobię to i to, a później to realizuję. To jest proces i niestety trochę trwa. Nic nie dzieje się ot tak z dnia na dzień, ale warto być cierpliwym i dążyć do zaplanowanego celu. Zatem drogie Mamy wierzę, że siedzimy na skrzynce pełnej skarbów w zależności od tego, kiedy ją otworzymy i co tam dostrzeżemy to tak będzie, chciejmy tylko dostrzec te pozytywne rzeczy i do dzieła! Chętnie pomogę, doradzę, dam kopniaka w tyłek J, jeśli ktoś tego potrzebuje.

 

Ania |Chwalmy Mamy: Elu dziękuję za pozytywną dawkę energii.

 

Rozmawiała: Anna Kubecka
Zdjęcia: prywatne archiwum Eli Kwiatkowskiej

 

 

 

 

Komentarz