Zapiski Mam

Koloraże, stres i prace domowe ….

12 stycznia 2016 • Autor:

Hej hej …. Drogie Mamy! Która z Was lubiła prace domowe?

Która z Was chętnie siadała do zadań, czytanek, wypracowań?

Chyba niewiele z nas je uwielbiało? Ja też nie … choć byłam pilną uczennicą i nie pamiętam, by jakieś płacze, spazmy i krzyki poprzedzały proces ich odrabiania. Odrabiałam je dzielnie. Dzielnie i sumiennie. Szlaczek za szlaczkiem.  Czytanka za czytanką. Cyfra za cyferką. Zadanie za zadańkiem. Grzecznie wypełniałam obowiązek. Grzecznie choć pewnie bez wielkiej pasji i przyjemności. Tak było prawie 30 lat temu.

Inaczej jest dziś, gdy jestem Mamą. Oj inaczej!! Szczerze. Szczerze i autentycznie nie lubię prac domowych mojego Syna. Nie lubię, bo mój Syn ich nie znosi. …. A jednocześnie jak na drugoklasistę przynosi ich do domu dość sporu. Kiedy szedł do szkoły wydawało mi się, że prace domowe to dobry sposób na wspólne uczenie się konsekwencji, obowiązkowości i sumienności. Twierdziłam, że to fajny pretekst na to, bym ja jako Mama zajrzała do książek Syna i wspierała jego proces edukacji.

Dziś myślę inaczej. Dziś nie cierpię, gdy mój Syn „ma coś zadane”. I dla jasności mój mąż ma podobnie. Pytacie dlaczego?

Moje opinie, które przytoczyłam powyżej się nie zmieniły. Nadal uważam, że korzyścią prac domowych jest wspólna lekcja sumienności. Korzyścią jest też kształtowanie nawyku konsekwencji w działaniu. A to ważne życiowo nawyki. Wiem to, jako trener szkolący w biznesie. Jako coach wspierający innych w rozwoju to też rozumiem ….. ale.

Ale.

Ale …

Wszystko byłoby dobrze, cudowanie i tak pięknie, jak to opisałam, gdyby nie jedna zmienna. Gdyby nie jedno małe „ale”. Tą zmienną jest straszne, masakrujące, obezwładniające zmęczenie mojego dziecka. Tak mój Syn wraca z szkoły zmęczony. Wasze dzieci też? Zmęczony ilością bodźców, hałasów. Zmęczony ilością lekcji. Presją nauki i koniecznością przestrzegania zasad. Zmęczony kolegami i relacjami. I te zmęczenie powoduje ogromną niechęć do robienia kolejnych lekcji w domu. I to samo zmęczenie napędza w nim jeszcze większą chęć zabawy. Robienia wszystkiego innego, tylko nie prac domowych. I wierzcie mi – nie chodzi o telewizor, tablet, czy komputer. Bo technologii prawie nie ma u nas w domu, dla dzieci. Mój starszy Syn czyta Harrego Pottera, SAM Z SIEBIE!!! Czyta atlasy geograficzne i poradniki hodowli gekonów. Fragmenty po łacinie też 🙂 Rysuje, rysuje, rysuje. Buduje, buduje, buduje… a wszystko z młodszym Bratem, którego uwielbia. On po prostu ma wiele innych (bardzo wartościowych!!!) rzeczy do zrobienia, niż lekcje ….

Gdy więc siadamy do prac domowych rzadko jest łatwo i miło, czy przyjemnie. Ile on się nagada. Ile ja się nagadam….. Ech… szkoda gadać….No cóż „ten typ” tak ma i takiego go kocham 🙂

Ale, gdy już usiądzie do lekcji. Gdy już pisze. Szlaczek po szlaczku. Cyferka po cyferce, to ja muszę coś z sobą zrobić. Nie odejdę od niego – bo jego motywacja pryśnie. Nie zajmę się, obok, pracą na komputerze, bo stukanie w klawiaturę, szum laptopa będzie go rozpraszać. Nie poczytam książki, bo jednak ciągle muszą dawać uwagę temu, co mój ancymon robi. Moją powinnością jest, by być przy nim. Śledzić. Wspierać. Monitorować. Zachęcać, zachęcać, zachęcać.

Długo więc szukałam jakiejś formy aktywności, która wypełni mi minuty, a może nawet godziny bycia przy Synu i bycia przy jego lekcjach. A jednocześnie takiej formy „która da mi jakąś wartość”, bo nie lubię tracić czasu. Szukałam takiej formy aktywności, które pozwoli mi też zachować uważność dla Syna. Ale też trochę zrelaksuje, odpręży, może nawet wyciszy.

I znalazłam.

To Koloraże.

Kolorowanki dla dorosłych. Hit tej jesieni.

Hit według mnie słuszny 🙂

Uwielbiam. Koloruję sama i koloruję z młodszym Synem. Tak, tak…. bo mając jedno dziecko szkolne i drugie przedszkolne stanęłam jeszcze przed dylematem „co zrobić z młodszym Synem, gdy drugi starszy walczy z lekcjami??”. Co mu zaoferować, by spędzał czas z nami, ze mną – bo przecież go ciągnie do mnie. Nie zamknę go przecież w innym pokoju 🙂 A jednocześnie nie uciszać go, co chwila, nie ganić za to, że rozprasza starszego Brata. To było by dla mnie nie fair …. Koloraże choć są dla dorosłych, doskonale sprawdzają się dla dzieci. Mój Synek się wkręca i koloruje ze mną. Ciągle też się pyta „prawda, że można wychodzić za linię?”.  Można! Można, oczywiście że można. Bo chodzi o zabawę, relaks, wyciszenie i bycie razem!

To nasze kolorowanki.

20160112_220839

A to mamy dla Was drogie Mamy!!

Tak, tak!! Mamy dla Was jeden egzemplarz kolorowanek.

Tych – dokładnie o tych….

20160112_221009

Ale jest konkurs >>> napiszcie.

W jakich sytuacjach Ty byś wykorzystała kolorowanki KOLORAŻE?

Kiedy? W jakich sytuacjach? Do czego?

Napisz!!

20160112_221220

A dla autorki najciekawszej odpowiedzi powędrują koloraże „na długie wieczory”

…. a!! nie piszcie już o „długich wieczora” – to by było zbyt oczywiste!!

Na odpowiedzi czekamy „tu” lub na FB do niedzieli 17.01 do godziny 21.00.

Wyniki konkursu podamy w poniedziałek 18.01 też ok. 21.00.

Zapraszamy i dziękujemy siostrzanym wydawnictwom Relacje & Mamania za wkręcenie nas w koloraże!!

Marta IP

Komentarz