Zapiski Mam

Moje lekcje. Dla mnie jako Mamy…

26 maja 2016 • Autor:

Niby taka mądra. Psycholog, trener, coach. Ucząca się ciągle, ucząca innych. A jednak …
A jednak to bycie Mamą daje mi najwięcej lekcji w życiu, o życiu. O życiu, o ludziach, o relacjach, o emocjach, o postawach i przekonaniach.

Dziś dzień Mamy i z tej okazji zamiast rozmawiać z inną Mamą, porozmawiałam sama z sobą.

To sobie samej zadałam pytanie – to czego uczą mnie dzieci? Jaka nauka płynie z tego, że są ze mną? Są moi dwaj Synowie. Dwaj wyjątkowi, jak sami o sobie mówią 🙂

Oto moich, osobistych 9 lekcji, jakie wzięłam od moich Synów. Dziewięć nie jedynych, ale dziewięć wyjątkowych, tak wyjątkowych jak Oni – Tymoteusz i Roch.

Te lekcje trwają. Nie mają końca. Nie mam dziś poczucia, że wszystkie nauki odbyłam, że przeczytałam wszystkie lektury, wykonałam prace domowe i zdałam egzaminy końcowe. Te lekcje trwać będą jak długo jestem Mamą i wiem, że skazane są zarówno na sukcesy i porażki. Bo takie jest macierzyństwo, słodko – gorzkie. Pełne wzlotów i upadków. Pełne chwil, kiedy myślisz „o już to wiem” i momentów, gdy czujesz „jestem beznadziejna, nie rozumiem, nie wiem…”

 

  1. Tylko kochaj. Kochaj tylko bezwarunkowo!

O miłości bezwarunkowej pisałam już tu, trochę, słów kilka. Ale dziś wracam do tego, bo miłość bezwarunkowa to najczystsza i najprawdziwsza z miłości. Miłość bezwarunkowa to miłość odarta z wygórowanych wymagań, oczekiwań, i swoich niezrealizowanych ambicji. Porównywania swoich dzieci z innymi dziećmi. To miłość akceptująca, słuchająca, podążająca za dzieckiem. To miłość pełna zachwytu nad drugą osobą. To miłość, która stara się zrozumieć, a nie oceniać.

To miłość, która mówi do dziecka „jesteś najlepszy!!” a nie „musisz być najlepszy”.

To miłość, która mówi do dziecka „nawet, gdy popełniłeś błąd, jak ci nie idzie – to jestem tu, by cię wysłuchać, zrozumieć, dać wsparcie. Wspólnie zastanówmy się, co z tym zrobić dziś, jak nie popełnić tego błędu w przyszłości.”

 

  1. Ciesz się chwilą. Ciesz się chwilą spokoju.

Moje macierzyństwo nie jest ani spokojne, ani ciche. Moje macierzyństwo jest dynamiczne, głośne i zmienne. A to za sprawą tego, że mój starszy Syn to prawdziwy AS, Aspik z Zespołem Aspergera. Nie chcę dziś zbyt dużo o tym pisać. Nie chcę tłumaczyć jak wygląda moje życie – możecie o tym poczytać i tu i tu.  Napiszę tylko tyle, dzięki mojemu Aspikowi – cieszy mnie każda chwila spokoju!! Spokoju bez napadów złości, bez niepokoju, bez telefonów i wezwań z szkoły, bez gróźb, ataków, czy krzyków. Cieszy mnie radość moich dzieci, spokojne rozmowy, dziecięcy śmiech i spokój … wtedy mówię „chwilo trwaj, bo wiem, że jesteś chwilą”.

 

  1. Broń dzieci jak lwica!!

Dzieci popełniają błędy. Dzieci robią głupie rzeczy. Dzieci pakują się w kłopoty. Tak było i będzie. Po to jest dzieciństwo żeby się uczyć. A nauka jest oparta na błędach. Taka jest prawda, niezależnie, jakie mamy oczekiwania i idealistyczne wyobrażenia o świecie. Niezależnie czy masz dziecko „zdrowe”, czy Twoje dziecko Asem – będzie wiele upadków, wtop, katastrof, błędów, nieporozumień. I choć moją rolą, jako Rodzica jest wychowywać, uczyć zasad pomagających funkcjonować społeczeństwie i w tych szalonych czasach, i choć moją rolą jest czasem powiedzieć „dość, koniec … bajki nie będzie. Stop na słodycze przez tydzień”. To są takie momenty, gdy to JA muszę stanąć w obronie mojego dziecka. W obronie przed innym dzieckiem, rodzicem, nauczycielem, panią w sklepie. I być tą jedyną, często ostatnią osobą, która powie „rozumiem, kocham Cię mimo to, jestem przy Tobie, pogadajmy, poszukajmy rozwiązania … To „złe coś” się stało, ale wierzę, że następnym razem postąpisz inaczej, lepiej … Zastanówmy się, co zrobić na przyszłość …”.

Mama lwica daje bezpieczeństwo, zaufanie, pewność, że jest ktoś na świecie, w którym można mieć oparcie. To trudna rola. Trudniejsza o wiele, niż tulenie, karmienie, głaskanie, przewijanie, gdy dzieci mają tych kilka miesięcy … Trudna, bo pełna skrajnych emocji od miłości po złość i wściekłość….

 

  1. Jeszcze będzie pięknie, wierz w to!

Różnica wieku między moimi Synami to dwa i pół roku. Niby już trochę, ale dla mnie za mało. Dziś patrząc na Mamy, które mają na rękach niemowlę, a obok dwulatka, myślę sobie „jak ja to przeżyłam????. Jak ja przeżyłam to chorowanie, te płacze, to wstawanie w nocy i karmienie na żądanie?? Jak?” Gdy, wtedy, ktoś mi mówił „wyrosną, przestaną chorować” myślałam „nie wkurzaj mnie!! Zamiast kłamać, nic nie mów”. A potem w mojej głowie kłębiła się chmura przezwisk i wulgaryzmów. Straszna wtedy byłam, serio…

Dziś wiem, że podrośli. Dziś wiem, że przestali chorować. Dziś uczę się ufać temu, że po każdym trudnym okresie przyjdzie lepszy. Że po każdej burzy, wyjdzie słońce. Może na chwilę, ale wyjdzie. I powtarzam sobie dwa powiedzenia mojej Mamy „tylko spokój nas uratuje”, a także „jak mam do wyboru, czy śmiać się czy płakać”-  wybieram ŚMIAĆ!!”

 

  1. Chwal droga Mamo, ale TYLKO konkretnie!

Moich Synów nie interesują puste słowa „jesteś wspaniały”, „jesteś fajny”, „dasz radę”. Przyjmą je chętnie. Bo kto ich nie przyjmuje? Kto nie lubi usłyszeć coś pozytywnego o Sobie. Ale, za chwilę zadają jedno, bardzo, bardzo ważne i konkretne pytanie:

  • „ale o co chodzi?”
  • „Dlaczego jestem fajny?”
  • „Dlaczego dam radę? Dlaczego jestem wyjątkowy?”

I wtedy Mama musi mówić konkretnie, na temat, do rzeczy. Tylko o faktach i tylko o rzetelnych obserwacjach. Zero ściemy i gadek motywacyjnych. Prawda, najprawdziwsza wynikająca z mojej uważności na nich. Na nich – tylko na nich, a nie inne dzieci.

Kocham to w moich Synach, że tak otwarcie i świadomie o konkrety pytają …

 

  1. Bądź duma z siebie, a tego nikt Ci nie odbierze!!

Pochwały pochwałami. Docenienie przez innych, docenianiem. Ale TY, przede wszystkim Ty musisz w to wierzyć. Tą dumę ma mój młodszy Syn. Tej dumy mnie uczy. Ciągle powtarza „Mamo, ja to super rysuję” „Mamo, ale ja świetnie śpiewam i to po angielsku!”, „Mamo, ja to umiem na rowerze jeździć jak nikt inny, szybko!”.

I wiem, że on w to wierzy. Te przekonania na swój temat to jego siła. Siła, która pomorze mu przetrwać szkołę, rywalizację kolegów, porównania innych rodziców, porażki, kiepskie oceny. Pewnie te przekonania zweryfikuje nie raz. Pewnie mu się zmienią, pewnie część urealni. Ale dla mnie ważne jest to, że potrafi te dobre strony odnaleźć w sobie. Że on to wie. Że na tej wiedzy o sobie buduje swój świat, w którym on i jego talenty są ważne. Brawa mu za to.

Brawo i dla mnie, bo on uczy mnie dumy z siebie. Ze mnie taką jaką jestem…

 

  1. Dzieci patrzą … dzieci nie słuchają.

Od studiów to wiedziałam, na szkoleniach tego uczyłam, bo z pracownikami tak jak z dziećmi – pracownicy patrzą na swoich szefów, tak jak dzieci patrzą na swoich rodziców. Patrzą, patrzą, uczą się …. Coraz częściej dostrzegam, że nasi Synowie łapią za nami to, co dla nas ważne. Widzę to, gdy czytają książki. Słyszę tą, gdy słuchają z nami naszej ulubionej muzyki i nucą melodie, które my nucimy. Widzę to, jak cieszą się z czasu w lesie, w naturze, w górach, tak jak my się cieszymy.

Dzięki dzieciom wiem, że nie zawsze trzeba mówić, ale trzeba pokazać. Być, po prostu być takim, jakimi chcemy być… a może takim, jakimi będą kiedyś nasze dzieci.

 

  1. Dzieci potrzebuję wspomnień. Uśmiechniętych wspomnień.

Dzieci potrzebuję wspomnień, a nie tylko listy zadań, jakie odhaczamy w kalendarzach codzienności. Dzieci potrzebują chwil przepełnionych emocjami, dźwiękami, smakami – a nie tylko słowami opisującymi, co się zrobiło, co wyszło, co udało zrobić. Dzieci potrzebują bycia razem, fajnego, spontanicznego, bez planu i obowiązków, bez napięcia i spięcia. To w nich zostaje, to buduje ich tożsamość i ich siłę na czas burz i zawieruch.

Widzę to u moich Synów, gdy uwielbiają wspominać takie dobre chwile dla naszej rodziny. Jak sami mówią, co ich cieszy, co było „super i fajne”. To, co łączy te chwile – to MY, MY sami, bez obowiązków, często w jakimś lesie i z dala od miasta, zmęczeni jakąś aktywnością, najedzeni lodami, śmiejący się. To, co „super i fajne”, to nie rzeczy, nie gadżety, nie osiągnięcia wymuszone przez innych. To My uśmiechnięci. To chcę zapisać w mózgach moich Synów … i swoim 🙂

 

  1. Bycie Mamą jest po prostu zajebiste!!

I tego będę się trzymać. Niezależnie od tego jak mnie frustruje to i czasem męczy. Niezależnie od tego ile porażek przeżyłam i ile jeszcze przede mną. Ile razy odbiję się od ściany, czy popełnię błąd, jakiego będę żałować do końca życia. Nie oddam tej roli za żadne skarby świata.

Gdy dziś myślę o swoim życiu to myślę sobie że:

  • miałam być córką mojej Mamy. Bo miałam niesamowitą Mamę – to ona Ewa Iwanowska .. Dziś też jest święto, choć już 12 lat świętujemy oddzielnie.
  • miałam być dziewczyną, narzeczoną mojego męża. Znamy się już prawie 20 lat! A ja ciągle nie nudzę się moim Miśkiem, ciągle się w nim kocham, ciągle za nim tęsknię, jak choć na jedną noc wyjeżdża.
  • miałam być Mamą tych dwóch moich Ancymonów, by dziś na dzień Mamy dostać taki certyfikat.

mama

I myślę sobie co tam studia na UW czy KUL, co tam certyfikaty coachingowe, co tam rekomendacja Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, co tam kursy terapeutyczne, co tam szkolenia trenerskie – skoro mam taki dyplom. To o to w życiu chodzi ….

  • no dobrze, miałam jeszcze wspierać innych w rozwoju, ale już o tym pisać nie będę.

 

… i to już koniec, idę świętować!

 

A Ty droga Mamo?

Jakie lekcje bierzesz z swojego macierzyństwa?