Zapiski Mam

Dzień Mamy, Dzień Mamy

31 maja 2017 • Autor:

 

Bardzo nie lubię słowa matka. Dla mnie nie ma w nim szacunku i jest lekceważące. Każdy z nas ma inne skojarzenia i ja to szanuję. Osobiście nie używałam tego słowa nigdy w odniesieniu do mojej mamy. Taka dygresja na wstępie, bo wcale nie o to słowo mi chodzi w tym zamieszaniu to jest rzecz drugorzędna.
W zeszły piątek był Dzień Mamy, jak każe świecka tradycja w przedszkolu odbywają się występy i przedstawienia.
Ech, która z nas ich nie lubi? Jak te małe smyki skaczą i tańczą to się łezka w oku kręci. Ale, ale ja  znowu nie o tym…

Oczywiście też byłam na przedstawieniu i prezent swój przytargałam i tatuś też dostał, a co, świętujemy te dwa dni razem, tak to u nas już jest. Dzieciaki pięknie wystrojone stały na scenie i śpiewały  piosenki. Najpierw dla mamy, piękna, łezkę ukradkiem otarłam jak dzieciaki krzyczały „kocham cię mamo”. I jaki  to obraz mamy mamy w tej piosence pięknej, mądrej, dobrej, skromnej która to wszystkim pomaga. Och i ach. Niby wszystko w porządku. Ale…

Kolejna piosenka dla taty i co ja słyszę, że ten oto rzeczony tata w pracy siedzi od rana do nocy, w domu go nie ma, wraca jak to małe dziecko już śpi. A to małe dziecko chce iść z tatą
na lody
i do kina
i pobiegać po łące.

Więc myślę WTF (przepraszam za anglojęzyczny skrót, ale nie chcę przeklinać). Mamy taki układ z mężem, że on zaprowadza młodą do przedszkola, a ja ją odbieram. No i co ja wtedy widzę, kto przychodzi po swoje pociechy? Połowa odbierających to tatusiowie, więc chyba nie siedzą w robocie od świtu do nocy? Zazwyczaj idą po przedszkolu na plac zabaw, więc spędzają czas z dzieciakami.

A co wynika z tych piosnek: matka polka, błogosławiona i utyrany ojciec.

Dobrze przedstawienie się skończyło poszliśmy do sali po prezenty i poczęstunek i to co ujrzałam było o niebo gorsze od przekazu piosenek. Na tablicy korkowej kolaże z gazety, a co na nich? Chyba już się domyślacie: Po prawej dziecko z tatą: z tatą na lodach, z tatą w parku, z tatą na huśtawce, tata naprawia samochód.

Po lewej stronie mamy….: mama z pralką, mama z mopem, mama w żółtych rękawicach ewidentnie niezadowolona z życia.

Ludzie, co my tym dzieciom pokazujemy? A w przedszkolu same młode Panie, czy one się tak widzą? Co widzą te małe dziewczynki, które rzecz jasna chcą być jak mama? Że ta rzeczona mama jest umęczona i tylko zajmuje się sprzątaniem…. Że taka świetlana przyszłość przed nimi… w mopach, garach i pralkach…

Cały czas mówię mojej córce, że może robić wszystko.
Może jeździć koparką,
może zostać mechanikiem,
wynalazcą,
może być mamą,
może być kim tylko zechce!
I to, że jest dziewczynką, nie oznacza, że ma sprzątać, a chłopcy nie. Nie oznacza, że ma nie reagować na agresję ze strony chłopców, bo oni tak mają. Nie oznacza, że ma siedzieć cichutko i być grzeczna.

Ma prawo do swoich emocji, do swojego zdania i do swojej autonomii. Ma prawo chodzić w różowych tiulach. Ma prawo kopać doły. Ma prawo robić wszystko to, co uważa za słuszne, jeśli nie krzywdzi przy tym drugiego człowieka i szanuje jego odrębność. Tak jak ja chcę, żeby ona była szanowana i nieograniczana, nie wkładana w sztampowe rozwiązania i schematy!

Czemu nadal inne kobiety na siłę chcę włożyć moje dziecko w stereotypowe myślenie? Ja mówię temu głośne nie!!!

Dorota DDF (MatkaPolki)

Komentarz